Archiwum dla lipiec 8th, 2007

Stary McDonald krowę miał… ia ia o!

Jak byłem mały, to słynny był w Polsce włoski zespół dziecięcy, “Picolo Colo Del Antoniano”. Jednym z hiciorów był przebój, w którym dzieci śpiewały o starym McDonaldzie, który krowę miał, dzieci muczały, szczekały, miauczały, widownia szalała, i wszyscy byli zadowoleni.

Dzisiaj już wiem, że McDonald ma krowy, ma także kurczaki oraz ziemniaki, z których robi swoje burgery i frytki. Dzisiaj będzie opowieść o McDonaldach.

Opowieść inspirowana jest oczywiście naszymi bogatymi doświadczeniami z wizyt w tej sieci restauracji w Londynie. Jadanie w McDonaldzie nie jest czymś, czym powinien się człowiek jakoś szalenie chwalić, szczególnie, jeśli jada się w takich miejscach, jak my dziś. Niedaleko od naszego mieszkania znajduje się McDonald na Old Kent Road. Z braku pomysłów “co na obiad” poszliśmy tam dziś sprawdzić jak się rzeczy mają.

McDonald nad Old Kent Road

Podkreślić należy, że w przeciwieństwie do Polski tutaj każdy McDonald ma swój własny, niepowtarzalny styl i zestaw menu. W McDonaldzie na Peckham (dzielnica Londynu) można spodziewać się więcej wyrobów kurczakopodobnych, menu także będzie bardziej urozmaicone. Zjadłem tam np. dziwną mieszankę pod tytułem “ćwierćfunciak z serem i chrupiącym bekonem”, która smakowała dokładnie tak, jak się nazywała. Małżowina zamawiając dzisiaj ćwierćfunciaka nie dostała bekonu, za to miała ogórka. McDonaldy różnią się tutaj także stylem pieczenia, smażenia, np. Małżowina twierdzi, że kotlet z kurczaka na Notting Hill ma mniej grubą skórkę niż z restauracji na Peckham, itp.

Typowy nietypowy ćwierćfunciak z serem, bekonem, sałatą, cebulą, majonezem i ketchupem. Pycha dla niewyrafinowanego gardła.

Siedząc w innym McDonaldzie mieliśmy ciekawą przygodę związaną z przybyszami z Polski. Do naszego stolika miała zamiar przysiąść się para, na bank Polacy. Gdy mężczyzna zajmował już krzesełko, jego towarzyszka najpierw uważnie nam się przyjrzała, i najwyraźniej nie wiedząc, że rozumiemy po polsku, szepnęła do niego:

- Tutaj lepiej nie…

Czy my jesteśmy tacy straszni?

W każdym razie, pałaszowaliśmy dziś na Old Kent Road ćwierćfunciaki z serem, frytki i kanapki z kurczakiem słodko – pikantnym, popijając kolą. Słonko świeciło, dzieci dokazywały, a po zjedzeniu poszliśmy do parku porzucać sobie ringo.

A potem wróciliśmy do domu, i szukając zdjęć do wpisu znalazłem taką oto informację:

Dokładnie w tej samej restauracji, w której dziś jedliśmy, we wrześniu 2003 troje młodych ludzi zamordowało 19-letnią dziewczynę, która podjechała samochodem po jedzenie. Wszyscy siedzą już w więzieniu. Dwa lata później, wczesnym popołudniem, dwójka nastolatków postrzeliła młodego mężczyznę w sportowym samochodzie. Chodziło prawdopodobnie o porachunki mafijne.

Wszędzie dobrze, ale chyba najlepiej to jest jednak w McDonaldzie w Łodzi, na Wyszyńskiego, tym przy okrąglaku z lodami…