Parę dni temu Małżowina zarządziła reżim ciastkowy, polegający na tym, że nie jemy ciastek, ciast, kalorycznych posiłków, i innych takich rzeczy, dzięki którym życia nabiera jakiejkolwiek wartości. Nie muszę chyba dodawać, że takie wyzwanie jest koszmarem porównywalnym może tylko ze smarowaniem chleba zamarzniętym masłem. Ani to łatwe, ani przyjemne, a rezultat i tak zwykle jest niezadowalający.
Na pocieszenie mogę tylko dodać, że kilka godzin później zmieniliśmy reżim na “nie jemy ciastek, chyba że były kupione przed wprowadzeniem zakazu”, co osładza nieco sytuacje. Niestety, zasoby ciastek są już na wyczerpaniu i niedługo będziemy zmuszeni zacząć jeść świeże owoce, sałaty, surówki, ciemne pieczywo… koszmar.

Na zdjęciu: Znajdź 5 detali, którymi różnią się obrazki.
Z uwagi na moją jazdę rowerem, wykonuję niejako przy okazji dużo ćwiczeń gimnastycznych. Dobrym przykładem jest znoszenie i wnoszenie tego ciężkiego żelastwa, codziennie, na drugie piętro. Żeby moja sylwetka rozwijała się symetrycznie, rano znoszę rower prawą ręką, po południu wnoszę go lewą. Biorąc pod uwagę delikatne, trwające kilka minut, bezwiedne drżenie mięśni po każdej z tych czynności, myślę, że w ciągu miesiąca będę musiał kupić sobie nowy zestaw podkoszulek.

Na zdjęciu: zlot właścicieli rowerów takich jak mój. Za rok też się tam pojawię.
Najnowsze komentarze