Dzisiaj miałem przygodę z telefonem. W okolicach lunchu zadzwoniło do nas pewne ohydne, bezczelne babsko, które chciało koniecznie rozmawiać z szefem A. Zgodnie z polityką firmy w tym zakresie, poprosiłem o imię i nazwisko tej osoby. Nasza rozmowa przebiegała mniej więcej tak:
Baba [szybko]: Cześć, mogę rozmawiać z A?
Ja [spokojnie]: Zaraz sprawdzę, czy jest dostępny. Czy mógłbym się dowiedzieć, kto mówi?
Baba [nadal szybko]: Chcę rozmawiać z A. Jest w biurze?
Ja [spokojnie]: Zaraz sprawdzę. Czy mogłaby się pani przedstawić?
Baba [wkurzona]: Chodzi mi o A. Czy jest w biurze, już drugi raz się pytam!
Ja [spokojnie]: Rozumiem, pewnie jest gdzieś w pobliżu, zaraz sprawdzę czy jest dostępny, prosiłbym panią o podanie swojego imienia…
Baba [już bardzo wkurzona]: To do widzenia w takim razie!
Ja [ironicznie]: Miłego dnia życzę…
Szef A przyszedł do biura po lunchu, więc mu relacjonuję, jak to sobie doskonale poradziłem z jakąś okropną, natrętną babą, a szef A uśmiecha się mówi: Tak, wiem, to moja żona.
Z tego, co się dowiedziałem od Walijczyka, jestem jedynym w pięcioletniej historii firmy, który się postawił żonie szefa. Albo mnie zwolnią, albo dostanę podwyżkę…
Najnowsze komentarze