Długo nie pisałem, więc dzisiaj szybka historyjka na rozgrzewkę. To będzie krótka piłka, jak mawiał nasz kolega Z ze studiów, na pytanie jak się czuje przed egzaminem.
Wczoraj był mój dzień Tesco (Małżowina bawiła się na imprezie firmowej, więc padło na mnie. Zawsze na mnie pada. Zawsze). Stoję sobie spokojnie w kolejce, z moją nieśmiertelną koszulką “Niezadowolony pracownik miesiąca”. Koszulka w Polsce robiła dosyć spore wrażenie, pamiętam, jak także w Tesco, kasjerka spojrzała na tą koszulkę, i przeszywającym tłumy, scenicznym szeptem przekazała mi hiobową informacje: A wie pan, nam też nie chcą dać podwyżki…
Powracając do angielskiego Tesco. Stoję sobie spokojnie, a tutaj zagaduje mnie kasjerka, młoda dziewczyna, pyta się, co znaczy napis na mojej koszulce. No to swoim nienagannym, wyszlifowanym na ostatni połysk angielskim odpowiadam rzeczowo: The most grumpy employee of the month. Luzik, swoboda, uśmiech na ustach, ogólnie rzecz biorąc mówię prozą angielską nawet o tym nie wiedząc. Nie wiedziałem wtedy, że cały mój tak mozolnie budowany świat, w którym występuję jako znakomity lingwista, postrach słowników i kaset z nagraną wymową, ekspert od akcentów, odmian i gwar, runie za chwilę w nicość.
Po mojej odpowiedzi panienka uśmiechnęła się tylko, i mówi: No dobrze, a mógłbyś to powiedzieć po angielsku?
No to tyle na temat mojej nienagannej wymowy.
Najnowsze komentarze