Długo nie pisałem, więc dzisiaj szybka historyjka na rozgrzewkę. To będzie krótka piłka, jak mawiał nasz kolega Z ze studiów, na pytanie jak się czuje przed egzaminem.
Wczoraj był mój dzień Tesco (Małżowina bawiła się na imprezie firmowej, więc padło na mnie. Zawsze na mnie pada. Zawsze). Stoję sobie spokojnie w kolejce, z moją nieśmiertelną koszulką “Niezadowolony pracownik miesiąca”. Koszulka w Polsce robiła dosyć spore wrażenie, pamiętam, jak także w Tesco, kasjerka spojrzała na tą koszulkę, i przeszywającym tłumy, scenicznym szeptem przekazała mi hiobową informacje: A wie pan, nam też nie chcą dać podwyżki…
Powracając do angielskiego Tesco. Stoję sobie spokojnie, a tutaj zagaduje mnie kasjerka, młoda dziewczyna, pyta się, co znaczy napis na mojej koszulce. No to swoim nienagannym, wyszlifowanym na ostatni połysk angielskim odpowiadam rzeczowo: The most grumpy employee of the month. Luzik, swoboda, uśmiech na ustach, ogólnie rzecz biorąc mówię prozą angielską nawet o tym nie wiedząc. Nie wiedziałem wtedy, że cały mój tak mozolnie budowany świat, w którym występuję jako znakomity lingwista, postrach słowników i kaset z nagraną wymową, ekspert od akcentów, odmian i gwar, runie za chwilę w nicość.
Po mojej odpowiedzi panienka uśmiechnęła się tylko, i mówi: No dobrze, a mógłbyś to powiedzieć po angielsku?
No to tyle na temat mojej nienagannej wymowy.
Podejrzewam, że jej chodziło po prostu o to, że w Anglii nie ma czegoś takiego jak “niezadowolony pracownik”. Nie jest więc tak, że Cię w ogóle nie zrozumiała, ale nie pojęła…
Bedac w Glasgow – najplynniej jak to tylko mozliwe, przestrzegajac zasad RP – chcialem zamowic 2 cheeseburgery i frytki. Niestety Pani obslugujaca zrozumiala mnie dopiero za 3 razem : / Natomiast osoba zamawiajaca po mnie wybelkotala cos w jakims jezyku i pani ekspedientka nie miala zadnego problemu ze zrozumieniem o co c’mon : |
@Ramzel: No sie niestety nie mogę zgodzić. Tutaj każdy narzeka na swoją pracę (jak ją lubisz, jesteś dziwny). Nijak się to ma oczywiście do warunków, w jakich się tu pracuje, narzeka się, bo tak wypada :)
@Bager: Wiesz, ludzie z Glasgow mówią specyficznie… Dwa dni temu musiałem zadzwonić do pewnego banku, a na infolinii posadzili Szkota. To tak, jakby w Polsce na infolinii posadzili Kaszuba. Masakra.
Miniu –> masz coś do Kaszubów? ;) W sumie ja też jestem Kaszub, a nie godom po kaszebści… :)
Uprzejmie zapraszam do zapoznania sie z fragmentami napisanej przeze mnie drugiej części orwellowskiej Animal Farm.
http://wierszole2007.wordpress.com/2007/08/18/animal-farm-ii-przedmowa/