Dzisiaj zadzwonił rano szef A, który pojechał na dwa tygodnie na urlop do Walii. Chciał, żebym zlikwidował przekierowanie z telefonu firmowego na jego prywatną komórkę, bo zapomniał to zrobić jak wyjeżdżał. I dziś bardzo wcześnie rano, jak jeszcze nikogo nie było, ktoś zadzwonił do firmy. W rezultacie szef A rozpoczął swój trzeci dzień urlopu od miłej porannej pogawędki z klientem. Podkreślam, porannej.
Zresztą, szef A musi się w ogóle nieźle bawić, bo przez cały weekend w Walii ostro padało, więc siedzieli z żoną ze swoim trojgiem dzieci w domku. Oj, jak im zazdroszczę.
Powracając do telefonu, to dopiero w domu się zorientowałem, że ostatecznie przekierowałem telefon szefa A na telefon biurowy szefa J, który ma ustawione przekierowanie na swoją komórkę. Choć trudno to sobie wyobrazić, obecnie, gdy dzwoni do nas klient, telefon biurowy szefa A przekierowuje rozmowę na telefon biurowy szefa J, który to następnie przekierowuje rozmowę na komórkę szefa J. To będzie dopiero radość dla szefa J, tym bardziej że jest teraz w Grecji. Ale śpię spokojnie, bo on ma teraz na głowie inne zmartwienia. Jego wyjazd jest swego rodzaju niespodzianką dla jego żony, która poprosiła, żeby ją czymś zaskoczył, byle tylko nie były to wakacje w ciepłym kraju. Więc szef J wybrał Grecję, gdzie w sierpniu jest 18-38 stopni Celsjusza. Mój telefon to przy tym pikuś, nawet o nim nie będzie pamiętał.
Od szefa A dostałem tzw. petty cash, czyli kasę na drobne rzeczy, więc się czuję lekko wyróżniony. Nie na tyle jeszcze, żeby zmieniać politykę firmy wobec kluczowych klientów, ale pierwszą poważną decyzję mam już dziś za sobą.
Chodziło o nożyczki. Mamy w zespole nową dziewczynę, koleżankę L, która szukała dzisiaj w całym biurze nożyczek. Oczywiście, nie posiadamy takowych, zresztą chyba nigdy nie posiadaliśmy. Od dawien dawna, albo od zawsze, a w każdym razie od momentu, gdy zacząłem tu pracować, temat nożyczek przewijał się prawie codziennie, a już na pewno parę dobrych razy w tygodniu, i zawsze rozwiązywaliśmy go za pomocą nożyka do dywanów. Zademonstrowałem więc koleżance L jak się korzysta z nożyka. Trzeba było widzieć jej minę…
Przez myśl przeszło mi, że może w sumie powinniśmy kupić nożyczki do biura. W końcu zawsze się przydadzą, tyle razy już o nie ktoś prosił. Powiedziałem sobie Łukasz, jesteś teraz głową tej firmy, wszyscy na Tobie polegają, nie zawiedź ich. Jest konkretna sytuacja, konkretna potrzeba, a Ty masz środki. Bądź mężczyzną, podejmij decyzje. I podjąłem. Zostajemy przy nożyku.
To bardzo dobra praca, gdy można się nauczyć nowych (manualnych) umiejętności. Nowe horyzonty się otwierają…
PS Firmowy zamach stanu?
PS2 Aż się boję żartować… :/
Kiedyś była taka bajka w telewizji “Pinky i Mózg”. Coś czuję, że dzisiaj jadąc do pracy będę to sobie nucił pod nosem :)
Nie ma sie co rozwodzic, na Szefa masz predyspozycje. Ciekawe jak na to Malzowina sie zapatruje. Nic tylko pod wlos i za nos ;-)
@Jerry: Wiesz, jak to jest z żoną… Może ja nawet i jestem szefem, ale to ona ma pakiet większościowy w naszej spółce :)
Pokaż tej koleżance, jak można przekroić jabłko na pół nie używając noża. Albo jak zdjąć kapsel z butelki nie używając otwieracza. Ciekawy jestem, co wtedy powie.
A propos szefostwa w małżeństwie. Piłkarz Boniek Zbigniew pytany kiedyś, czy to prawda, że jest pod pantoflem swojej żony, odpowiedział: “Tak, pozwalam jej na to.” I tego się trzymajmy.
@arti: może kupię dziś kapuśniak i zjem przy niej. Nic tak nie wzbudza szacunku, jak widok człowieka, który je zupę z kapusty, i nic mu nie jest.
@miniu: To w Anglii można dostać kapuśniak? Może lepiej zastosuj numer z herbatą. Wypij ją, kiedy jest jeszcze bardzo gorąca. Ja właśnie taką piję i kiedyś robiło to wrażenie na mojej żonie. Dziś już chyba nie…
@arti: można dostać, można. Prawie wszystko, co nie musi być “świeże”, czyli co może stać np. pół roku w słoikach.
Wiesz, numer z herbatą może się już opatrzył, spróbuj teraz z kawą… Dobry numer to także gaszenie światła, jak Małżowina jest w ubikacji… Robi wrażenie za każdym razem… Spróbuj, zobaczysz…
@podejrzana dyskusja powyzej:)
a moze by tak sprobowac z kupowaniem kwiatkow bez okazji? to tez robi wrazenie za kazdym razem… (tzn jesli chodzi o Malzowine, a nie kolezanke L :) ) ale nieeee, to zbyt oczywiste….
@Malzowina: kwiatki są przereklamowe… uwierz mi, nic tak nie robi wrażenia, jak gaszenie światła w ubikacji :)
A co do koleżanki L, to wybrałem dziś flaczki myśliwskie. Ale ominęło ją to szczęście, bo sobie wcześniej poszła.
No muszę się włączyć! Pewne rzeczy się, Łukaszku (spieszczenie, zastosowane z premedytacją), nie deaktualizują… Więć może chociaż bukiecik na letniej wyprzedaży dla Małożowiny – nie mówiąc już o innych wartościowych bargin’ach, które obecnie można spotkać w sklepach… A co do gaszenia śwaitła: Gosia – spróbuj zgasić, jak Miniu jest pod prysznicem… ;-)
Dodam dla niewtajemniczonych, że w mężach wtedy budzi się lew… Przynajmniej mój wtedy ryczy, czy tam krzyczy…
P.S. Anna to ja Anczi.
@Andziu (spieszczenie, zastosowane z premedytacją).
Jeśli Małżowina zgasi mi światło pod prysznicem, obawiam się, że zmiany w mojej psychice mogłyby być nieodwracalne…
hehehe ;) jak zwykle zabawna historia tu na mnie czekala :D
pozdrawiam
i w sumie przede mna troche dylemat ostatnio, wlasnie czy zostaw w pl czy wyjechac za granice do pracy… ale borykam sie z tym mocno, bleh.
@kariatka: poczytaj blogi różnych ludzi, są plusy, są minusy… I najważniejsze – jeśli się zdecydujesz, nie wyjeżdżaj sama… Weź swoją Małżowinę :)
@ Anczi: dzieki za wsparcie! Buziaczki! a na marginesie, bardzo mi sie podobaja Twoje dialogi z sama soba (Anna contra Anczi czyli dialogi na cztery nogi, powinnas jeszcze sama ze soba sie pospierac :))
@ Miniu: “nieodwracalne zmiany w psychice”… ale jak rozumiem moze byc tylko lepiej? ;))