Dzisiaj będzie politycznie. Rzadko jest, ale od czasu do czasu tak mnie strzela, że się muszę podzielić z tym co mi na wątrobie leży, bo inaczej wybuchnę albo co.
Ja tu czegoś nie rozumiem. Trzy fakty:
1. Hubert H., bezdomny bywalec Dworca Centralnego w Warszawie, podczas legitymowania go przez Policje, puszcza wiązankę pod adresem Prezydenta. Prokuratura wszczyna śledztwo, a sąd, ponieważ nie może ustalić adresu zamieszkania, wysyła za nim list gończy.
2. Emeryta, który wysyłał do swoich znajomych, w poczcie elektronicznej, obrazek z dwoma kaczkami – aniołkami i podpisem “A teraz kochani wyborcy… pocałujcie nas w kupry!” prokuratura wezwała na przesłuchanie, a jego mieszkanie zostało przeszukane.
3. Księdza Rydzyka, który publicznie stwierdził, że Prezydent jest kłamcą, niezbyt uroczo wyraził się o małżonce Prezydenta (co raczej nie jest karalne), prokuratura zostawia w spokoju.
Żeby było jasne: we wszystkich tych trzech przypadkach powinno się tych ludzi zostawić w spokoju. Każdy powinien mieć prawo do swobodnego wyrażania swoich poglądów (i do brania za to odpowiedzialności), niezależnie o kim mówi.
Tylko że nagle okazuje się, że można być w Polsce wyrozumiałym wobec krytyki Prezydenta, ale tylko w pewnych momentach, i tylko wobec niektórych osób.
I tego właśnie nie rozumiem. Albo może nawet rozumiem, ale się absolutnie nie zgadzam.
Najnowsze komentarze