O imieniu Łukasz

Okazuje się, że nawet tak twarzowe imię jak Łukasz może w Anglii sprawić sporo kłopotów.

Zacznę od początku. W pierwszym dniu mojej pracy zostałem oczywiście wypytany przez moich szefów, jak brzmi moje imię i jak się je pisze. Okazało się jednak, że Łukasz brzmi zdecydowanie za długo (!) i naciskali, czy nie ma czegoś krótszego. Tłumaczyłem im, że od tego imienia to już nie ma skrótu, i podczas tego tłumaczenia doznałem olśnienia. Olśnienia, za które przychodzi mi teraz słono płacić.

Chociaż imię Łukasz nie ma skrótu, przypomniałem sobie, że jak byłem mały, to mama wołała na mnie Łuki. Moi szefowie popróbowali słowo w ustach, pokiwali aprobująco głowami, i zostałem Łukim. Na moje własne życzenie.

Przechodzę zatem do narzekania. Imię Łuki zapisuje się po angielsku Wookie. Słowo to nieodmniennie kojarzy mi się z taką dużą, chińską patelnią do smażenia mięsa i warzyw. Nie wiem, jak można przejść z Łukasz do Wookie, ale widocznie można. Wszelka korespondencja firmowa, która trafia w moje ręce zaczyna się od „Cześć, Wookie”, co mnie doprowadza do białej gorączki. Czy ja do kogoś piszę „Witam, Prodiżu”, czy „Dzień dobry, Rondel”?

Jeszcze pal licho z tym, jak mi się to słowo kojarzy, prawdziwy kłopot polega na tym, że to słowo kojarzy się także Anglikom. Wookie to dla nich pewien dżentelmen z Gwiezdnych Wojen, którego zdjęcie załączam poniżej:

Nie zliczę, ile razy przy przedstawianiu mnie widziałem błysk rozbawienia w oku osoby, której byłem przedstawiany. Żeby dobrze zrozumieć groteskowość tej sytuacji wyobraźmy sobie, że jesteśmy w Polsce, przedstawiają nam pracowników firmy (To jest Agnieszka, to jest Paweł), w końcu podchodzimy do gościa, który zdecydowanie nie wygląda na obywatela naszego kraju i słyszymy: – A to jest nasz kolega z Chin, ma na imię Yeti. – To właśnie ja.

Kolejnym idiotyzmem jest zdrabnianie posunięte do granic wytrzymałości. Przeciętnemu zjadaczowi chleba (czyli na przykład mnie) wydawałoby się, że nie da się już zdrobić imienia Wookie. Otóż można. Każde dobre zdrobnienie musi mieć tylko jedną sylabę, więc moje brzmi Wooks (czyt: Łuks). Ciężko się do tego przyzwyczaić.

Jest za to jedna sprawa, która pozwala mi utrzymać się w pionie, przynajmniej jeśli chodzi o temat imion. Tym oparciem jest oczywiście moja ukochana małżowina. O ile, jak im się fonetycznie zapisze Woocash (czyt: Łukasz), to to przeczytane słowo mniej lub bardziej dokładnie przypomina oryginał, o tyle nie ma takiej siły, żeby Anglik poprawnie wymówił Małgorzata :)

5 Responses to “O imieniu Łukasz”


  1. 1 arti Maj 10, 2007 o 8:44 am

    Wydaje mi się, że jest przyzwoita krótka anglojęzyczna forma od imienia Łukasz.

    Też pochodzi z Gwiezdnych Wojen.

    Po prostu Luke. Jak Luke Skywalker.

    Takie to proste.

    Bednarski, na kłopoty.

  2. 2 miniu Maj 10, 2007 o 9:04 am

    Elo, Bednarski!

    Pewnie to nie ma większego znaczenia, bo w sumie i tak nikt do mnie nie mówi Łukasz, tylko Łuki, ale jakoś to tak bardziej jest moje to imię, niż Luke (czyt: Liuk).

    Z drugiej strony, nie miałbym nic na przeciwko, żeby dla odmiany kojarzyli mnie ze Skywalkerem :)

    Jako ciekawostke podam, że część Chińczyków dla potrzeb towarzyskich zmienia sobie imiona na typowo angielskie, czyli np. zamiast Wei-Much przedstawiają się jako Matthew.

  3. 3 arti Maj 10, 2007 o 10:34 am

    Ciekawostka o Chińcach warta odnotowania.

    Nie wiem dlaczego, ale myślałem, że Luke można przeczytać jak Luk.

    Zresztą, Angole mają chyba imię Luckas – ewiedentnie Twoje. Jakoś je chyba zdrabniają…

    Bednarski cd.

  4. 4 miniu Maj 10, 2007 o 10:47 am

    Ja też myślałem, że to się czyta Luk, ale się czyta Liuk, tak samo jak Nuke czy Duke.

    A co do Lucas, to jest to rzeczywiście jakiś pomysł. Przypomina mi się historia, jak zostałem zaproszony przez Debbie (urocza kobieta :) na jej Christmas Party. Ponieważ czasami mówi o mnie Wookie, a czasami Lucas, więc ludzie w jej firmie myśleli, że przyjdą dwie osoby :)

  5. 5 kazik Sierpień 4, 2007 o 11:10 am

    Moje imię: Rafał, także zawsze sprawia problemy. Niby mniejsze ale zawsze. Eg. Anglicy z początku próbują mówić Rafał, z czasem przechrzczą mnie na Rafaell (czy jakoś tak) co jest kojarzone z jednym z żółwi ninja (ten z mieczykami Sai). A na koniec skracają mnie do Ralph. Co jest dla nich jak najbardziej odpowiednie. O nazwisku nie wspomnę…Prawie jak Brzęczyszczykiewicz…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s





%d bloggers like this: