U fryzjera

Ponieważ, zgodnie z nową polityką wyglądową, realizowaną w trosce o mój mniej spartański wygląd, zapuszczam od pewnego czasu włosy, nadszedł sądny dzień, dzień wizyty u fryzjera.

Tu należy się parę słów wyjaśnień. Ponieważ jestem dość krępej budowy ciała (Małżowina bodajże wspomniała coś o brzuchu w którymś z komentarzy, ale są to bujdy, wymysły, podłość po prostu, wynikająca z czystej zawiści wobec moich znakomitych warunków fizycznych :), a większość tubylców jest jednak dosyć rachityczna (by nie powiedzieć, chuda), to gdy mam krótkie włosy, podkoszulek oraz spodnie bojówki, wyglądam raczej na przedstawiciela zawodu ochroniarzy, i to w dodatku tej jego gałęzi, która zajmuje się wymuszeniami. Jak to krótko a zwięźle określiła moja koleżanka R: Łuki, z krótkimi włosami wyglądasz tak… bezkompromisowo.

Wprowadziliśmy więc z Małżowiną zasadę braku strzyżenia przez ostatni miesiąc, i dzisiaj postanowiłem odwiedzić zakład fryzjerski. Ogólnie rzecz ujmując, zakłady fryzjerskie dzielę w Londynie na 3 kategorie:

a) damskie, dokąd by mnie raczej nie wpuścili

b) męskie wieloczynnościowe, w których można nie tylko się ostrzyc, ale także pograć w komputer, wysłać pieniądze do Nigerii, pobawić się faxem i kserokopiarką, a nawet przeprać swoje rzeczy (np. taki fryzjer jest na Peckham, i mieści się w lokalu powierzchniowo przypominającym kiosk ruchu), dokąd by mnie może wpuścili, ale tam raczej nie chciałem

c) męskie jednoczynnościowe, którego właśnie poszukiwałem

Uzbrojony wobec tego w gótówkę oraz zupełny brak pomysłu, jak ja się z fryzjerem dogadam, ruszyłem na poszukiwania.

Zakład fryzjerski (dwóch panów strzyżących naraz na dwóch fotelach) znalazłem nawet dosyć szybko, usiadłem sobie grzecznie, wziąłem gazetkę i czekałem na dalszy rozwój wydarzeń. W czasie tego oczekiwania wydarzyła się tylko jedna rzecz godna zanotowania, interesującą, bo dosyć charakterystyczna dla zachowania tubylców. Mianowicie, jak już jeden pan fryzjer skończył strzyc pacjenta, należało zdecydować który z nas trzech, czekających na strzyżenie, powinien ruszyć w kierunku fotela. Zabawa jest przednia, zasady są dwie:

a) fryzjer wie kogo jest kolej, ale nigdy nikogo nie będzie faworyzował

b) klienci też wiedzą, ale niegrzecznie jest się do tej wiedzy przyznawać tak od razu

Rozgorzała więc dyskusja pomiędzy tymi dwoma klientami, chodziło o dużą stawkę, bo o stwierdzenie który będzie bardziej uprzejmy. Wyglądało to mniej więcej tak:

A: Wydaje mi się, że przyszedłem drugi, pan tu już siedział, prawda?

B: Nie, raczej inaczej to pamiętam. Być może, zresztą. Ale mi się i tak nie spieszy, proszę, niech pan idzie pierwszy…

A: Nie, ja mogę sobie poczekać, niech raczej pan pójdzie.

B: Ależ zachęcam, proszę usiąść na fotelu! (z wyraźną irytacją)

Potem spojrzeli się na mnie, czy ja nie wezmę udziału w zabawie, ale nie dałem się sprowokować. Kłócili się jeszcze chwilę, aż w końcu któryś z nich sięgnął po argument nie do zbicia:

A: Ale ten na fotelu obok to mój kolega, to ja chce po nim, niech pan teraz idzie!

Nie można powiedzieć, żeby logika zwyciężała tu często :)

A potem czas już szybko zleciał, i przyszła moja kolej. Wymieniliśmy z fryzjerem kilka zwykłych zdań na temat co u mnie, co u niego, że się cieszymy że się widzimy (a widzę faceta po raz pierwszy w życiu), że się cieszymy że się tak cieszymy, ale niestety nie dało się tego jakoś dalej przeciągać i fryzjer przeszedł do pytań fachowych, czyli jak ja chcę mieć te włosy ostrzyżone. Popatrzyłem mu prosto w oczy, i powiedziałem, że się na tym nie znam, że chcę wyglądać porządnie, inteligentnie, i że ma dać z siebie wszystko. Serio serio :)

Niestety, nie chciał grać zespołowo, idea „obydwaj jesteśmy profesjonalistami, ja się nie pytam pana o struktury danych, a pan się nie pyta mnie o fryzurę” nie zadziałała, i pan zaczął zadawać pytania. Ale się przeliczył. Na każde pytanie opisowe dostawał kontrpytanie A jakie są moje opcje? A na każde pytanie z opcjami… wybierałem zawszę opcję nr 1 :)

To powodowało, że strzyżenie przebiegało gładko, natomiast absolutnie nie byłem w stanie przewidzieć, w którym kierunku idziemy. Ostatnią fazę, ze względu na strzykanie wodą, posługiwanie się suszarką, i różnymi innymi narzędziami, których nie umiem nazwać, zaliczyłem z zakniętymi oczami. Na hasło, że już gotowe, i że mogę się zobaczyć, otworzyłem oczy…

Z lustra spojrzał na mnie przystojny, mocno zdziwiony Rosjanin.

Kit, że Rosjanin, ważne, że przystojny :)

Reklamy

3 Responses to “U fryzjera”


  1. 1 Felek Sierpień 21, 2007 o 5:00 pm

    Wlasnie jestem w trakcie zmuszania sie, do nawiedzenia jakowegos tutejszego fryzjera. Odwiedzilem ten wpis, posluszny wyrokom Google. I co? I teraz musze sie zmuszac jeszcze bardziej. A zmuszam sie od kiedy tu jestem, jakies 3 m-ce. Tylko potwiedziles moje najgorsze obawy. 1 – nie bedzie latwo znalezc takiego, ktory wie do czego sa nozyczki, i nie pomyli ich z nozykiem do tapet (o ile ma nozyczki, bo tu w wielu firmach podobno ich nie ma, a nawet jak ktos ma petty cash na takowy cel to skapi; tak na necie mowia ;). 2 – Przy jakimkolwiek pytaniu z jego strony, bede wybieral najlatwiejsza do wymowienia dla mnie opcje (nie chce glowa kiwac na potwierdzanie jakichs opcji, bo jeszcze uszy poleca). 3 – Gdy widze, jak panowie w takim „salonie” (moze saloonie odpowiedniejsze?) energicznie dyskutuja a jednen z nich ma nozyczki (|| nozyk), to jeszcze bardziej sie musze zmuszac.
    Ehhh… Moze od maja zdozyles juz odwiedzic innego goliglowe i jakas porada posluzysz?

  2. 2 miniu Sierpień 21, 2007 o 5:24 pm

    @Felek: no nie jest jakoś strasznie tam, bez przesady :)

    Siadasz, mówisz że chcesz nr 4 po bokach (albo pokazujesz), że reszta trochę dłuższa (unikasz szukania po słownikach słów typu grzywka, przedziałek, itp.) i to tyle :)

    Co do miejsca, to popatrz na najpierw klientele, jeśli są kulturowo zbliżeni do Ciebie – głęboki oddech i do przodu!

    Trzymam kciuki, daj znać jak poszło :)

  3. 3 Felek Sierpień 21, 2007 o 5:57 pm

    @miniu: Klientela to punkt czwarty ostatni, ktorego nie poruszalem, zeby nie bylo ze zascianek jakis robie. Delikatnie temat ujmujac, ze wzgledu na klientele i bliskosc kulturowa, moje entrée do ktoregokolwiek z mijanych zakladow (30-tu?) skonczylo by sie wielkim „faux pa”. Jak juz sie zmusze, to dam znac :-) Przy okazji, gratuluje Bloga.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s





%d blogerów lubi to: