Koleżanka R nas opuszcza

No to stało się, stało, koleżanka R nas opuściła. Były łzy rozpaczy, rozdzieranie szat, wyrywanie włosów, rzewne zawodzenia, obietnice, że na mur beton kiedyś pójdziemy na piwo, że będzie pisała, każdy to przechodził, to każdy to zna. Zgodnie z konwencją tego blogu, mogę już rozszyfrować jej imię: Rowena (czyt: Rołena).

Z okazji opuszczania naszego firmowego gniazda, szef J zdecydował się na specjalny pożegnalny posiłek. Na stół powędrował polski żurek i bułka paryska. Się szybko uczą, spryciarze.

Szefowie A i J od paru tygodni próbowali znaleźć zastępstwo dla Roweny, ale póki co, to im się raczej nie powodzi. Dziewczyna, która miała zastąpić Rowenę na etacie kierownika produkcji, dzień przed rozmową kwalifikacyjną została potrącona przez autobus. Na szczęście nic sobie nie złamała, ale ma siniaki, odrapania, no i szok psychiczny. Od piątku faszerują ją walium, ma się wykurować do poniedziałku.

Milos, chłopak z Węgier, którego chcieli zatrudnić jako kamerzystę, rano, w dniu rozmowy kwalifikacyjnej, miał telefon że mu umarł ktoś z rodziny i musiał lecieć z powrotem do kraju. A szkoda, bo się cieszyłem, że będzie ktoś do pogadania, kto wie co to jest Bolek i Lolek, Armia Czerwona, kto wie, że jest różnica między rosyjskim, polskim, czeskim i bułgarskim, kto się bawił na podwórku w Niemców i Węgrów… Chociaż to ostatnie to może niezbyt szczególny przykład, właśnie sobie sprawdziłem w Wikipedii

W każdym razie, jak widać z tego opisu, kto się zgłasza do nas do pracy, kończy marnie.

I tym optymistycznym akcentem (bądź co bądź ja już swoją rozmowę kwalifikacyjną miałem, i przeżyłem), kończę.

Advertisements

10 Responses to “Koleżanka R nas opuszcza”


  1. 1 Malzowina Maj 31, 2007 o 4:30 pm

    ja nie wiem ale u mnie na podworku to sie chyba nikt nie bawil w Wegrow… w Niemcow i Polakow to jeszcze tak, ale w Wegrow? to jak zabawa w Czechow… nie to, zebym cos miala przeciwko… ale ani Czesi ani Wegrzy mi sie nie kojarza z zabawa w nich…
    ale moze sie nie znam …
    :)

  2. 2 Agazinha Maj 31, 2007 o 5:19 pm

    Z ta uprzejmoscia Wegrow i szczegolnym zbrataniem sie ich nami roznie to bywa…
    Za kazdym razem kiedy powtarzam znajomym Wegrom rym o szabli i szklance widze niesamowite zdziwienie w ich oczach. Oni nigdy nie slyszeli o tych dwoch slynnych bratankach, o ktorych tak glosno w Polsce.. A Placy kojarza im sie bardziej z ludzmi niosacymi walizki pelne kremu Nivea w latach 80-tych.
    Bylam w szoku

  3. 3 miniu Maj 31, 2007 o 5:30 pm

    Do Małżowiny:

    No skoro ja się bawiłem na podwórko w Polaków i Niemców (i wszyscy chcieli być Polakami i nikt Niemcami), to analogicznie węgierscy chłopcy powinni się byli bawić w Węgrów i Niemców… :)

  4. 4 Malzowina Czerwiec 1, 2007 o 3:04 pm

    acha, bo ja myslalam, ze wszyscy na calym swiecie sie bawia w Polskow i Niemcow;)) archetypy dobra i zla…

    ale w ogole to tak mi sie przypomnialo, ze mam w pracy przeciez kolezanke Wegierke, ale jakos mi to umknelo bo przeciez w koncu rozmawiamy po angielsku a nie wegiersku;)
    w kazdym razie spytalam sie o to przyslowie… slyszala o nim owszem ale slyszala tylko pierwsza czesc, ze „dwa bratanki” (czy tez raczej bracia) i druga czesc bardzo jej sie spodobala …

  5. 5 kariatka Czerwiec 1, 2007 o 4:26 pm

    smieszne i nie smieszne. Zrobiles mi smaka na zurek mamusi :P
    pozdrawiam

  6. 6 miniu Czerwiec 1, 2007 o 4:34 pm

    Nawet nie wiesz, jakiego ja mam smaka na żurek mamusi…
    Albo na szczawiową z jajkiem…
    Albo kartofle z jajkiem w sosie musztardowym…
    A tu tylko ta cielęcina w pięciu smakach, kurczak po seczuańsku, ryż z krewetkami i warzywa na parze, mieszanka nr 4… Ile można tego jeść…

  7. 7 Malzowina Czerwiec 1, 2007 o 4:49 pm

    a ja na mloda kapustke zasmazana i knedle ze sliwkami… i mlode ziemniaczki z siadlym mlekiem i koperkiem… wszystko u mamusi oczywiscie:)
    i czeresnie takie przykurzone z ryneczku… a nie takie wyhodowane w klinicznych warunkach laboratoryjnych:)

  8. 8 Malzowina Czerwiec 1, 2007 o 4:50 pm

    ale sie rozmarzylam…..

  9. 9 Klamra Czerwiec 3, 2007 o 12:52 pm

    hmm a ja niby mam to wszystko i na nic nie mam ochoty np na młodą kapustkę już nie mogę patrzeć gdziekolwiek nie pojadę to mi ją serwują, normalnie gdyby nie to że to produkt szybko się psujący to bym ją pakowała i wysyłała do Was. Ale mam jedno pocieszenie takie młode warzywa i wczesne owoce to nic zdrowego sama tablica pierwiastków chemicznych i czasem to tu to tam słychać o cięzkich zatruciach młodą kapustką i wczesnymi truskaweczkami także nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!

  10. 10 miniu Czerwiec 3, 2007 o 1:20 pm

    Oj tak, Klamra, naprawdę Ci współczuję, ciągle ta młoda kapustka, nowalijki…

    A jeśli chodzi o Mendelejewa, to Cię mogę pocieszyć, my wszystkie warzywa kupujemy w Tesco, więc na pewno są to wybrane, najwyższej jakości produkty, dostępne tylko dla nielicznych :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s





%d bloggers like this: