Rozmowa kwalifikacyjna w Londynie

A dzisiaj mija równy rok od mojej pierwszej (jak do tej pory) rozmowy kwalifikacyjnej po tej stronie rzeczywistości.

Nie tak dawno pisałem o mojej rozmowie z szefami przez Skype, i dokładnie rok temu, od czasu tej rozmowy, kwitł między szefami a mną dosyć interesujący dialog. Oni przekonywali mnie, że w zasadzie mogą mnie zatrudnić, ja przekonywałem, że w zasadzie jestem zainteresowany współpracą, ale żadnemu z nas nie chciało się podjąć tego trudu kupna biletu i jakże niewygodnej, dwugodzinnej podróży samolotem bez obiadu. W końcu strona słabsza, czyli ja, stwierdziłem, że obiad mogę zjeść w domu przed odlotem, Małżowina odkurzyła marynarkę, i zapakowawszy aparat fotograficzny oraz dwie kanapki z wędliną i ogórkiem kiszonym ruszyłem na podbój Anglii.

Interesująco zaczęło być już na lotnisku w Łodzi, gdzie musieliśmy czekać na odlot 1,5h godziny w samolocie, bo jedna dziewczyna spanikowała, zaczęła wrzeszczeć, że się zabije, i kapitan zdecydował, że wariatka musi opuścić pokład. To spowodowało konieczność wyładowania wszystkich bagaży z luków, znalezienia torby desperatki, i ponownego załadowania reszty. Jak już ekipa naziemna poradziła sobie z tym problemem, to okazało się, że nie mamy pozwolenia na start, bo wtedy jeszcze na Lublinku startowały tylko 3 samoloty dziennie i zaraz po locie do Londynu cała ekipa z obsługi lotów szła na obiad, bo następny lot był za parę godzin. Tak samo zrobiła tego pamiętnego dnia, nie czekając aż wylecimy. Jak zjedli, dostaliśmy pozwolenie. W każdym razie taka wersja wydarzeń krążyła pośród pasażerów.

W samym Londynie przywitał mnie mój kuzyn, któremu bardzo dziękuję za pomoc, bo sam bym sobie rady nie dał. Samo kupno biletu jednodniowego obfituje w tyle opcji, że zanim bym to zrozumiał, zamknęliby metro. Kuzyn pokazał, co należy kupić, jak należy korzystać z mapy, czytników, wagonów… słowem, wyjaśnił tajemniczy i mroczny świat podziemnej kolei. Ja wiem, podobno nawet mam magistra, ale czekała mnie jeszcze rozmowa kwalifikacyjna w języku lengłydż, byłem spóźniony jedynie 1,5h i to, że 13latek wyjaśniał mi zasadę działania czujników dotykowych było moim najmniejszym zmartwieniem.

Kuzyn odprowadził mnie w zasadzie przed same drzwi biura, sprawdził, czy na pewno wiem jak dojechać do niego po rozmowie, życzył szczęścia i… byłem sam. W naprawdę dużym mieście. W którym nie wszyscy mówią po polsku. Nie wszyscy jeżdżą prawą stroną ulicy. I w którym wszyscy zdają sobie z tego sprawę, i dlatego na przejściach dla pieszych strzałki na ziemi pokazują, w którą stronę należy patrzeć przy przechodzeniu przez jezdnię.

Sama rozmowa w biurze przebiegła bardzo przyjemnie. Zaczęła się gdzieś w okolicach 9-tej. Najpierw była niezobowiązująca wymiana informacji o operacjach, które każdy z nas przeszedł, połączona z pokazywaniem blizn. Wtedy wiedziałem już, że nie jest to zwykła firma. Upewnił mnie w tym napis na drzwiach od ubikacji bez klamki Oszczędź sobie wstydu i pchaj drzwi, a nie ciągnij. Zanotowałem kilka wpadek językowych, ale ogólnie rozmowa szła w dobrym kierunku. Oni nic nie wiedzieli o Polsce, ja nic o Anglii, więc wszystko co dziwne kładliśmy na karb różnic kulturowych. Zresztą, robimy tak do dziś, z bardzo dobrym rezultatem.

Po pewnym czasie szefowie zaczęli się nerwowo kręcić, i wiedziałem już, że nadszedł ten moment rozmowy, który Anglikom sprawia najwięcej trudności.

Tak wygląda rozmowa o pieniądzach w USA, w Anglii jest nieco bardziej stonowana.

Obydwie strony dosyć szybko doszły do konsensusu, więc pozostało mi tylko przejrzeć kontrakt. Szefowie poszli na pizzę, a ja zagłębiłem się w lekturę dokumentu, przy którym nawet polskie tłumaczenie Ulissesa jest prostą opowieścią bez podtekstów. Nie znalazłem jakiś kruczków (co nie znaczy, że ich tam nie ma, jest to raczej smutna konstatacja na temat moich zdolności językowych), podpisałem papiery, i wysłałem SMSa do Małżowiny, że nasze życie może się delikatnie zmienić od następnego tygodnia. Wziąłem głęboki oddech, wypuściłem powoli powietrze i zabrałem się za kanapki. Było pół godziny po północy, 1:30 w Polsce.

Potem już tylko szybka akcja w metrze (które zamykane jest o pierwszej w nocy), nieprzespana noc u kuzyna, samolot do Polski i cztery dni na to, żeby załatwić wszystkie formalności, od ubezpieczenia zaczynając, poprzez wizyty u dentystów, lekarzy, na wynajęciu pokoju w Londynie na te parę pierwszych tygodni kończąc. Wieczór w Manufakturze, o którym też już kiedyś pisałem.

A dzisiaj siedzę przy ciemnym piwie, pisząc bloga, i uśmiecham się na myśl o Arvindzie, który przyszedł dzisiaj i spróbował cukierka z wódka. W ciągu sekundy po włożeniu do ust oczy zrobiły mu się dwa razy większe niż normalnie, mało się nie zakrztusił, a jak już przestał kasłać, wyszeptał: To był najmocniejszy alkohol jaki w życiu piłem… Łuki, nie szalej z tymi cukierkami, ok?… No bo jak nie lubić tego kraju…

6 Responses to “Rozmowa kwalifikacyjna w Londynie”


  1. 1 kariatka Lipiec 6, 2007 o 7:44 am

    ach te twoje notki, pelne ciekawych andegdotek i w ogole :) przeczytalam , kilka fragmentow nawet naglos, zeby moj pawel tez sie posmial :)
    pozdr :)

  2. 2 Agazinha Lipiec 6, 2007 o 11:18 am

    Powoli tu sie fanklub tworzy… No, no rosniesz nam na gwiazde!

  3. 3 miniu Lipiec 6, 2007 o 12:18 pm

    Tia… taka gwiazda, że jak się widzę w lustrze, to musze zakładać okulary przeciwsłoneczne, taki ode mnie blask idzie… :)

  4. 4 ramzelsworld.blogspot.com Lipiec 6, 2007 o 10:19 pm

    Bardzo mi się podoba pomysł ze strzałkami dla pieszych. :D
    Filmik też niczego sobie.

    No i masz jeszcze te >(o)

  5. 5 ramzelsworld.blogspot.com Lipiec 6, 2007 o 10:24 pm

    cukierek miał wyjść, ale system zjadł troszkę…
    po prostu potraktował go jako tag… ech…

    To co z tymi cukierkami? Masz jeszcze?

  6. 6 miniu Lipiec 6, 2007 o 11:48 pm

    Cukierki dzisiaj „wyjszły”, u Małżowinie w biurze też… Następnym razem przywieziemy 4kg :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s





%d bloggers like this: