O Łodzi to będzie piosenka

Dziś sobota, więc mam chwilę czasu by napisać kilka słów o naszym pobycie w kraju ojczystym.

Już na Lublinku (który się teraz nazywa podobno portem lotniczym im. Wł. Reymonta) powitała nas nowinka technologiczna na skalę europejską. Żeby postawić samochód na parkingu (jedyne 400m od hali odlotów, bez wózków, więc wszystkie torby w rękach), trzeba najpierw dostać od automatu specjalną karteczkę. Wszystko oczywiście na tyle czytelnie opisane, że nawet Małżowina się pogubiła i musieliśmy ją zawracać, jak z obłędem w oku szukała tego cholernego automatu po niewłaściwej stronie parkingu. Do płacenia służy drugi aparat, który przyjmuje nawet banknoty. Przez chwilę zapachniało wielkim światem. Potem trzeci automat (od szlabanu) zjadł jednemu panu karteczkę, a nie podniósł szlabanu, zrobił się korek i musieliśmy czekać na pana parkingowego, który wytłumaczył automatowi, że już wszystko jest OK. Nie zmienia to faktu, że jednak widać progres na Lublinku, chociaż ktoś bardzo inteligentnie zaplanował lot do Londynu i Paryża w odstępie 20 minut, czego po prostu Lublinek nie jest w stanie ogarnąć. 400 osób w 200 osobowej sali odlotów… było gorąco… dosłownie…

Każda wizyta w kraju przypomina nam, czemu nie zostaliśmy z Małżowiną premierami. Albo ciągle gdzieś nas nie ma, bo załatwiamy sprawy (dentysta, fryzjer, lekarz, urząd skarbowy, inne), albo jesteśmy na spotkaniach. Na jednym ze spotkań zjedliśmy posiłek marki mexicano-buritos-nieumytos, i najwyraźniej nasze żołądki na tym londyńskim jedzeniu mocno się zahartowały, bo jedna koleżanka przez dwa następne dni spędzała w pozycji horyzontalnej (pominę szczegóły), a nam nic nie było. Acha, przy okazji pozdrawiamy Dorotę.

Jak wracaliśmy z tego spotkania Małżowina miała zastanawiającą historię z taksówkarzem. Taksówkarz spojrzał tylko we wsteczne lusterko i mówi:

– A ja panią wczoraj wiozłem, to pani nie musi mówić, gdzie jedziemy. Wie pani, ja teraz to mało osób wożę, sporo ludzi wyjechało…

Potem dodał, że jego córka też wyjeżdża, jeszcze w tym roku…

Byliśmy też na dwudniowym weselu, które bardzo mile wspominamy. Mnie szczególnie w pamięć zapadł tzw. wiejski stół. Bardzo się zaprzyjaźniłem ze smalczykiem, i razem z watahą ogórków kiszonych spędziliśmy czas naprawdę produktywnie.

Przy końcu wesela jeden nieznajomy wujek podszedł do Małżowiny i złożył jej propozycję nie do odrzucenia:

– Jak już się wyskaczesz, to zatańczymy.

Jak sobie można wyobrazić, Małżowina skała więc zawzięcie do końca wesela, ale się nie zdążyła wyskakać i wujek się musiał objeść smalcem. Którego zresztą zabrakło, z wiadomych powodów.

Reklamy

8 Responses to “O Łodzi to będzie piosenka”


  1. 1 ramzelsworld.blogspot.com Lipiec 7, 2007 o 10:28 pm

    Gdy czytałem tekst bez przerwy zastanawiałem się „gdzie ta łódź”. Dopiero później skojarzyłem, że w tytule jest Łódź a nie łódź. :)

    A na weselu to wielki błąd popełniliście. Zmarnowaliście bowiem wspaniałą okazję do pogłębienia więzi rodzinnych. ;)

  2. 2 Eva Maria Lipiec 8, 2007 o 8:36 am

    No ale co się stało z tym smalcem? :3 Mnie przychodzi tylko taka brudna myśl, że cały poszedł na smarowanie minia po tym jak wyszło na jaw że jest Małżowinem absztyfikowanej Małżowiny. Ale podejrzewam coś mniej subtelnego ;>

  3. 3 Malzowina Lipiec 8, 2007 o 10:03 am

    Eva Maria,

    Smalec Minio pochłonął w trakcie wypraw na Stół Polski Smalcowo-Ogóreczkowy:)

    ale o co chodzi z tym: „smarowaniem minia po tym jak wyszło na jaw że jest Małżowinem absztyfikowanej Małżowiny”??
    mi to przychodzi na myśl tylko jedna sytuacja kiedy Minia mozna by smalcem nasmarować – vide Kubuś Puchatek „utknięty” w norze Królika;)

  4. 4 Eva Maria Lipiec 8, 2007 o 11:54 am

    @malzowina: nie widziałam związku, więc to moja mała próba doszukania się go między tym smalcem a absztyfikowaniem cudzych partnerek ^^ dzięki za wyjaśnienie i przepraszam za zamieszanie :]

  5. 5 miniu Lipiec 8, 2007 o 2:42 pm

    Ja chciałem tylko stanowczo zaprotestować przeciwko porównaniu mojego obecnego kształtu do „utykającego” kształtu Kubusia Puchatka. Jeszcze mi trochę brakuje, i nawet bez smalcu jakoś sobie radzę z wychodzeniem.

    Przesłałbym zdjęcie na dowód, ale się nie mieszczę w obiektywie :)

  6. 6 ramzelsworld.blogspot.com Lipiec 8, 2007 o 2:44 pm

    miniu –> a czy zimą śnieżki rzucone w twoją stronę wchodzą na Twoją orbitę i zaczynają kręcić się wokół Ciebie? ;)

  7. 7 miniu Lipiec 8, 2007 o 4:25 pm

    Ale ładne… Zostałem Jupiterem, panem księżyców… :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s





%d blogerów lubi to: