Stary McDonald krowę miał… ia ia o!

Jak byłem mały, to słynny był w Polsce włoski zespół dziecięcy, „Picolo Colo Del Antoniano”. Jednym z hiciorów był przebój, w którym dzieci śpiewały o starym McDonaldzie, który krowę miał, dzieci muczały, szczekały, miauczały, widownia szalała, i wszyscy byli zadowoleni.

Dzisiaj już wiem, że McDonald ma krowy, ma także kurczaki oraz ziemniaki, z których robi swoje burgery i frytki. Dzisiaj będzie opowieść o McDonaldach.

Opowieść inspirowana jest oczywiście naszymi bogatymi doświadczeniami z wizyt w tej sieci restauracji w Londynie. Jadanie w McDonaldzie nie jest czymś, czym powinien się człowiek jakoś szalenie chwalić, szczególnie, jeśli jada się w takich miejscach, jak my dziś. Niedaleko od naszego mieszkania znajduje się McDonald na Old Kent Road. Z braku pomysłów „co na obiad” poszliśmy tam dziś sprawdzić jak się rzeczy mają.

McDonald nad Old Kent Road

Podkreślić należy, że w przeciwieństwie do Polski tutaj każdy McDonald ma swój własny, niepowtarzalny styl i zestaw menu. W McDonaldzie na Peckham (dzielnica Londynu) można spodziewać się więcej wyrobów kurczakopodobnych, menu także będzie bardziej urozmaicone. Zjadłem tam np. dziwną mieszankę pod tytułem „ćwierćfunciak z serem i chrupiącym bekonem”, która smakowała dokładnie tak, jak się nazywała. Małżowina zamawiając dzisiaj ćwierćfunciaka nie dostała bekonu, za to miała ogórka. McDonaldy różnią się tutaj także stylem pieczenia, smażenia, np. Małżowina twierdzi, że kotlet z kurczaka na Notting Hill ma mniej grubą skórkę niż z restauracji na Peckham, itp.

Typowy nietypowy ćwierćfunciak z serem, bekonem, sałatą, cebulą, majonezem i ketchupem. Pycha dla niewyrafinowanego gardła.

Siedząc w innym McDonaldzie mieliśmy ciekawą przygodę związaną z przybyszami z Polski. Do naszego stolika miała zamiar przysiąść się para, na bank Polacy. Gdy mężczyzna zajmował już krzesełko, jego towarzyszka najpierw uważnie nam się przyjrzała, i najwyraźniej nie wiedząc, że rozumiemy po polsku, szepnęła do niego:

– Tutaj lepiej nie…

Czy my jesteśmy tacy straszni?

W każdym razie, pałaszowaliśmy dziś na Old Kent Road ćwierćfunciaki z serem, frytki i kanapki z kurczakiem słodko – pikantnym, popijając kolą. Słonko świeciło, dzieci dokazywały, a po zjedzeniu poszliśmy do parku porzucać sobie ringo.

A potem wróciliśmy do domu, i szukając zdjęć do wpisu znalazłem taką oto informację:

Dokładnie w tej samej restauracji, w której dziś jedliśmy, we wrześniu 2003 troje młodych ludzi zamordowało 19-letnią dziewczynę, która podjechała samochodem po jedzenie. Wszyscy siedzą już w więzieniu. Dwa lata później, wczesnym popołudniem, dwójka nastolatków postrzeliła młodego mężczyznę w sportowym samochodzie. Chodziło prawdopodobnie o porachunki mafijne.

Wszędzie dobrze, ale chyba najlepiej to jest jednak w McDonaldzie w Łodzi, na Wyszyńskiego, tym przy okrąglaku z lodami…

9 Responses to “Stary McDonald krowę miał… ia ia o!”


  1. 1 elenoir Lipiec 8, 2007 o 7:13 pm

    Przyznaję się, nigdy w życiu nie jadłam hamburgera – po prostu nie rozumiem idei kotleta w bułce:))) No i jak to niby można ugryźć?:))
    W McDonaldzie lubię co najwyżej lody. Niektóre.

  2. 2 miniu Lipiec 8, 2007 o 7:21 pm

    No ja w tych Polskich lubię tortille… Delikatny kurczaczek zawinięty w podgrzany naleśnik… Człowiek się czuje, jakby jadł kawałek przedramienia… Mniam mniam… :)

  3. 3 Malzowina Lipiec 8, 2007 o 7:34 pm

    tutaj wiele restauracji/pubow ma w swoim menu bułę z kotletem i frytki, a wyższy niż makdonaldowy poziom tego posiłku ma zapewnić podawanie go na talerzu przez kelnera i jedzenie za pomocą sztućców… od razu człowiek się czuje lepiej rozdziawiając ust koral tylko na szerokość widelca;)… ale w smaku taka buła jest podobna do makdonaldowej, jeśli nie jest taka sama…

  4. 4 Agazinha Lipiec 8, 2007 o 9:01 pm

    Musze tylko dodac, ze glowna roznica jest niestety w miesku…MaccyD’s strasznie mieszaja rozne rzeczy do swych kotletow.. 100% pure beef – polecam Burger Union; dla tych ktorzy nie lubia chleba lub probuja ograniczyc ‚carbs’ :-) maja nawet wersje zawinieta w salate; inny chain to Gourmet Burger Kitchen…..

  5. 5 ramzelsworld.blogspot.com Lipiec 8, 2007 o 9:55 pm

    Hamburger i sztućce? Brrrr…
    A w McD nie jadam bo wszystko jakieś dmuchane tam jest. Wolę hamburgery z małych barów szybkiej obsługi. Tam to spore porcje dają i nikt sztućcami jeść nie karze.

  6. 6 miniu Lipiec 8, 2007 o 10:01 pm

    Nic nie dorówna hamburgerom z budki „Pani Zosia” przed Centralem w Łodzi. To był gigant-burger, pani Zosia rozkładała bułę na dwie poziome połówki i ładowała na to ser, mięso, surówki, polewała ketchupem i majonezem, i znowu ładowała surówki, kiełki, groszek, polewała, ładowała, polewała…

    Dostawało się do tego zestaw dwóch małych plastikowych widelczyków.

    Nasz kolega, który jest naprawdę dużym chłopcem (sam zjada pizzę Antonio (35cm średnica, wygląda jak koło garncarskie)), mógł zjeść tylko 1,5 hamburgera od pani Zosi. Ja po połowie nie mogłem się ruszać…

  7. 7 ramzelsworld.blogspot.com Lipiec 8, 2007 o 10:11 pm

    Ale takie porcje są idealne dla studentów w trybie zaocznym, którzy cały dzień muszą na uczelni siedzieć, a tak się złożyło, że kanapek nie zdążyło się zrobić…

  8. 8 Agazinha Lipiec 9, 2007 o 10:07 am

    Hmmm. chyba nastepnym razem sie do tej p.Zosi wybiore!!

  9. 9 Jerry Lipiec 14, 2007 o 2:00 am

    Bar przy Wyszynskiego to przeciez siedlisko narkomanii i rozpusty ;-). Nie slyszalem zeby tam ktos zszedl, to fakt..


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s





%d bloggers like this: