Rok nie wyrok

Dzisiaj mija dokładnie rok mojej pracy. Przyzwyczaiłem się już do mojego biurka, które zawsze wygląda tak, jakby właśnie przeszła przez niego burza z tornadem. Moi współpracownicy za to przyzwyczaili się już, że moje biurko to moje biurko, i już. Przyzwyczaiłem się już do kawy z ekspresu, do cukru w torebkach. Wiem, jaka ilość mleka się powinna znajdować w jakiej ilości herbaty. Jednak, zamiast melancholijnego podsumowania tego roku, opowiem może nieco o moich językowych i kulturowych antyzdolnościach.

Przez cały rok, dla celów edukacyjnych, no bo przecież nie z tego powodu że lubię i że mam za dużo wolnego czasu, zdołałem obejrzeć:

172 odcinki Star Trek Voyager

43 odcinki Battlestar Galactica

21 odcinków Black Adder, jak dotąd

Ponieważ w pracy oblewać rocznicę będziemy za tydzień, dziś zrobiliśmy sobie tylko sesję, która obnażyła, pomimo mojej ostrej pracy nad językiem (o czym już wspomniałem), moją niezdolność do śmiania się z angielskich dowcipów. Tyle obejrzanych odcinków, a ja nawet nie mogę zrozumieć, czemu dowcip jest śmieszny…

Weźmy na przykład taki dowcip o Szwedach:
Ile Szwedów potrzeba do wkręcenia żarówki?
Dwóch. Jeden wkręca żarówkę, drugi pilnuje ubrań.

Czemu się śmieją? W Anglii panuje stereotyp „Szweda golasa”, więc cokolwiek Szwed robi, na pewno robi to nago. Jest to oczywiście wynik kompleksu Anglików na tle swoich ciał.

Albo taki dowcip:

Biegną dwa słonie brzegiem urwiska, nagle obydwa wpadają w poślizg i spadają. Bum. Bum.

Ten dowcip jest śmieszny dlatego, że Anglicy myślą, że Amerykanie opowiadając dowcipy, na sam koniec mówią Bum, dając znak, że można się już śmiać. Po mojemu, to ten dowcip więcej mówi o Anglikach i ich stosunku do Amerykanów, niż o samych Amerykanach, ale pewnie akurat tam się znam.

Żeby nie było tak strasznie minorowo, był jeden dowcip, który udało mi się zrozumieć bez dodatkowych tłumaczeń. Opowiadał go Walijczyk:

Ile Walijczyków potrzeba do wkręcenia żarówki?
Trzech. Jeden wchodzi na stół i trzyma żarówkę wysoko w górze, a dwóch pozostałych zaczyna prędziutko pić tak dużo piwa, że wkrótce cały pokój zaczyna się kręcić wokoło.

Najgorsze jest jednak to, że tylko ja się śmiałem, bo Walijczyk zapomniał powiedzieć, że chodzi o żarówki kontynentalne, z gwintem, a nie angielskie, z bolcami, których się nie wkręca…

5 Responses to “Rok nie wyrok”


  1. 1 ramzelsworld.blogspot.com Lipiec 10, 2007 o 10:02 pm

    Dzięki za poprawę humoru!!!
    Dawno tak się nie uśmiałem! :) :) :) :) :)
    Co prawda śmiałem się bardziej z wyjaśnień dowcipów niż z nich samych , ale co tam. :P
    Choć muszę przyznać, że trzeci dowcip zwalił mnie z tapczanu na podłogę! A jak doczytałem dopisek, to dziurę w podłodze zrobiłem i no sąsiadkę wpadłem! Na szczęście sąsiad ma nocną zmianę…

    PS dodaję do blogrolla (jeśli mogę)

  2. 2 elenoir Lipiec 10, 2007 o 10:13 pm

    A ja się nie pytałam o pozwolenie:)

    Black Adder jest super, zwłaszcza seria trzecia, po polsku „Rozważny i romantyczny” i książę George. Poza tym sama czasem twierdzę, że mam „szczwany plan”.

  3. 3 miniu Lipiec 10, 2007 o 10:56 pm

    @ramzelsworld – cieszy mnie Twój entuzjazm :)

    Co do szkód w podłodze, to uprzedzam, że autor tego bloga nie odpowiada ani materialnie, ani moralnie, za żadne szkody :)

    Co do blogrolla, to miło mi :)

    @elenoir – moim zdaniem we wszystkich czterech seriach Baldrick po prostu wymiata. Kilka dni temu widziałem w TV program naukowy o historii Anglii, z nim w roli prowadzącego, nie mogłem oderwać od niego wzroku, ten facet jest jakiś magiczny…

  4. 4 Valdo Lipiec 12, 2007 o 2:38 am

    Miniu,mnie angielskie dowcipy ida na „puder”jak mawia moja znajoma ,a okresla to slowo stan mocnego w…..nia.No moze nie tak bardzo ale cos w tym jest.Ostatnio wpadla mi do rak ksiazka”Z czego smieja sie Anglicy”.i wiesz co,po przeczytaniu kilku kawalow stwierdzilem ze nie wiem z czego smieja sie Anglicy.Jak zwykle Twoje dociekania wprawiaja mnie w dobry humor a i wyjasniaja wiele.

  5. 5 miniu Lipiec 12, 2007 o 8:15 am

    No muszę jednak Anglikom oddać, że w dziedzinie humoru „codziennego” przebijają wszystkich. Opowiadanie dowcipów tego nie oddaje, natomiast oni mają jakiś taki wewnętrzny radar, który reaguje natychmiast na delikatne nawet oznaki żartowania. No i każdą napiętą sytuacje rozładowują humorem. Jadąc po stereotypach, jak Polak ma coś do drugiego Polaka, to dadzą sobie po razie i potem wszystko gra. Anglicy (stereotypowo) idą wtedy na piwo, i za chwilę też są przyjaciółmi.

    Wiem, że są kultury znacznie bardziej otwarte (np. z basenu Morza Śródziemnego), ale myślę nie są aż tak nastawione na ironię, cynizm, i nabijanie się z samych siebie. Innymi słowy, nie ma z nimi aż takiej zabawy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s





%d bloggers like this: