Jak się jeździ po lewej stronie

Pozory mylą, temat może wprowadzać w błąd, bo nie będę się dziś zajmował polityką, tylko oczywiście moim ukochanym ostatnio zagadnieniem – jazdą rowerem. Wszystkich tych, którzy mają już po dziurki w uszach tego tematu uprzejmie informuję, że gości on na blogu po raz ostatni. Przynajmniej przez parę następnych wpisów.

Dzisiaj nastąpiła inauguracja sezonu: moja pierwsza jazda po Londynie. Zebrałem się w sobie, stachałem czarną Bernadetę na dół, złożyłem ją, dokręciłem co dokręcić trzeba, i minutę potem Londyn wstrzymał oddech. Wiatr przestał wiać. Ptactwo zamilkło. Nawet cichy szum Tamizy wydawał się okropnym nietaktem. Ruszyłem do pracy.

Po lewej stronie jeździ się bardzo… interesująco. Wszystko idzie w miarę naturalnie. Zakręty w lewo są proste, zakręty w prawo wymagają większego wysiłku umysłowego. To, co w szlachetnych krajach jest po prawej stronie, w Anglii należy spodziewać się po lewej, i na odwrót. Działa to zresztą nie tylko na płaszczyźnie ruchu drogowego. Drzwi do domu otwierają się w lewo. Tak samo drzwi od lodówki (wiem na pewno, bo często sprawdzam). Ludzie na ulicy mijają się z lewej. Nasza prawica to tutejsza lewica. Długo by opowiadać…

Za to uczucie siedzenia na rowerze, którego koła mieszczą się na dobrą sprawę w kieszeni – niezwykłe. Najmniejszy ruch kierownicą powoduje gwałtowny skręt. Każda nierówność na drodze… jakby to ująć… zaznacza dosyć intensywnie swoją obecność. No i to ciągłe wrażenie, że się pracuje w cyrku, jako klaun jeżdżący na dziecinnym rowerku. Nie przez przypadek sklepy internetowe ze składanymi rowerami nie pokazują na zdjęciach rowerzystów. Jak będę kiedyś w jakimś niezwykle radosnym nastroju, to poproszę Małżowinę, żeby zrobiła mi zdjęcie, pośmiejemy się wszyscy.

Droga w stronę biura upłynęła dosyć przyjemnie, w ciągu 12 minut jazdy bocznymi uliczkami minęły mnie tylko cztery samochody, więc uważam, że trasę zaplanowałem wzorcowo. Do tego prawie wszystkie zakręty były w lewo (dla ciągle niezorientowanych: te łatwiejsze). No i nie uzyskiwałem jakiś zawrotnych prędkości, więc wizja mandatu za zbyt szybką jazdę także była odległa.

Natomiast po tych dwunastu minutach poczułem, że:

a) mam płuca (objawy: zamiast Hello człowiek jest w stanie wydusić z siebie tylko Hhhhł)

b) mam serce

c) mam gardło, w którym brakuje śliny

d) mam pewną część ciała, o której zwykle się zapomina, a którą rower boleśnie przypomina (ciekawe, czy siodełko odwzajemnia moje pierwotne i niezwykle intensywne uczucie nienawiści, jakim je obdarzam. Gdybym był siodełkiem, raczej bym przy mnie nie podskakiwał. Dosłownie.)

Jak się jeszcze do tego doda informację, że londyński serwis internetowy oszacował moją trasę na 7 minut, mamy pełną jasność jeśli chodzi o poziom mojej formy. Plus jest taki, że już gorzej być może, więc spodziewam się błyskawicznych i oszałamiających postępów.

W biurze nie wydarzyło się dzisiaj nic bardzo ciekawego, no może poza tym, że suszyliśmy buty koleżanki R, która wjechała swoim rowerem w kałużę. Operacje przeprowadziliśmy za pomocą lamp z planu zdjęciowego. Polak potrafi.

A po pracy wsiadłem na rower i okazało się, że te wszystkie zakręty, które były w lewo, są teraz w prawo.

Advertisements

1 Response to “Jak się jeździ po lewej stronie”


  1. 1 ramzelsworld.blogspot.com Lipiec 20, 2007 o 10:43 pm

    Podobno, jak człowieka po 40-stce nic nie boli, to nie żyje. Zatem ciesz się życiem! :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s





%d bloggers like this: