Siostra-sister przyjeżdża

Wczoraj nie zostawiłem wpisu, bo przyjechała do nas na tydzień siostra-sister razem z Carlosem.

Oczywiście, przyjazd do nas to nie przelewki, i nie ma takiej możliwości, żeby walizki ważyły chociaż o gram mniej, niż pozwala limit. Jeśli ktoś był na łódzkim lotnisku Lublinek, i zauważył ludzi gorączkowo przepakowujących rzeczy z bagażu podręcznego do głównego, lub na odwrót, to wie o co chodzi. Jeżeli przy okazji dwójka młodych ludzi wykonuje to bez emocji, z zimnych opanowaniem profesjonalistów, ważąc w ręku przedmioty bez konieczności używania wagi – proszę podejść, i się przywitać. Właśnie spotkaliście Małżowinę i mnie.

Zgodnie z oczekiwaniami, jak tylko przyjechali, nastąpił proces rozdawania fantów. To coś jak Wigilia, tylko nie trzeba mówić wierszyków, i w dodatku mamy tak za każdym razem, jak rodzina nas odwiedza. Jak wrócimy do Polski, będzie mi tego bardzo brakowało.

Z rzeczy niejadalnych Małżowina otrzymała fajną bluzkę, co to takiej pięknej to się tutaj nawet ze świecą nie znajdzie, i którą dzisiaj założy na wyjście do miasta. A z rzeczy jadalnych… W zamrażalce od razu wylądowało mięsko od mamy, Monastyrka powędrowała na honorowe miejsce przy pod mikrofalą, a pasztet mamy Carlosa do lodówki. Tutaj trzeba przyznać, że mama Carlosa, oraz ukochana teściówka, są w pasztetach mistrzyniami świata i pomniejszych przyległości. Pasztet jest delikatny, aromatyczny, ma na dole plastry słoniny, i smakuje po królewsku. Moim skromnym zdaniem dla antycznych Greków ambrozja, napój bogów, na pewno smakowała pasztetem mamy Carlosa. Albo pasztetem ukochanej teściówki. Do wyboru. No to już wiem, o co poszło w wojnach peloponeskich.

Z tym to pasztetem zrobiłem sobie dziś kanapki do pracy, na górze położyłem ogórki, które to siostra-sister pieczołowicie ochraniała w bagażu podręcznym. Pasażerów lotu FR2468 z Lublinka do Londynu, w szczególności pewną miła panią siedzącą obok siostry-sister i zajadającą się miętówkami (serio, serio) serdecznie przepraszamy za utrudnienia w podróży.

W pracy miałem niezwykle chytry plan niedopuszczenia nikogo do tych moich skarbów. Koleżanka R i Walijczyk są wegetarianami, więc nie musiałem się o nich martwić. Arvindowi zawsze można powiedzieć, że to coś z Polski zawiera wołowinę, i też nie będzie mógł spróbować. Szef J jest na wakacjach. Jedyne zagrożenie to szef A, na szczęście dzisiaj też poza biurem.

Jak bardzo się myliłem. Nie dość, że pojawił się akurat w momencie, gdy zaczynałem je pałaszować, to jeszcze przyszedł z nim Jason. A jak im się oczka świeciły do tego pasztetu. A jak pytali, czy z Polski, czy domowy, a czy ogórki to tutejsze, a takiego chlebka to w życiu nie widzieli… A czy ogórki to chrupią, czy nie chrupią. A pasztet tak fajnie pachnie, czyż nie?.. No to im trochę dałem…

I teraz siedzę tutaj i pisze bloga, bo mam czas, nie mam kanapek…

Reklamy

5 Responses to “Siostra-sister przyjeżdża”


  1. 1 ramzelsworld.blogspot.com Sierpień 10, 2007 o 10:05 pm

    Taaa… Jedzenie to jedna z głównych rzeczy, które są przeważnie okropne za granicą. Obojętnie którą. A nasz polski chleb jest najlepszy!

  2. 2 Valdo Sierpień 11, 2007 o 12:08 am

    Tak mi narobiles apetytu tym pasztetem a jeszcze do tego malosolne ,chrupiace ogorki ze zaraz jak skoncze wpis,pedze do miejscowych gorali(tak nazywamy lokalny sklep spozywczy prowadzony przez ….mieszkancow Bialegostoku!)i zaopatrze sie w te specjaly.Polskim smakam pozostaje wierny.A przy okazji kuchni,moze kiedys cos o kuchni angielskiej?

  3. 3 Eva Maria Sierpień 11, 2007 o 5:06 am

    Masz dobrą siostrę :] Mi się zwykle nie chce wozić, więc kupuję na miejscu w sklepie polskim i potem ściemniam ;p

    @Valdo: jedyne słuszne ogórki to kiszone! :D

  4. 4 Witold Skaczkiewicz Sierpień 11, 2007 o 1:23 pm

    No i siedzę i się oblizuje… Ta słoninka na spodzie…
    Piszesz tak sugestywnie, ze poczułem zapach wszystkich pasztetów mojego życia!

    Ech.. cóż to były za pasztety!!!

    Serdeczne pozdrowienia z delikatna nutką pasztetu z zająca.

  5. 5 ramzelsworld.blogspot.com Sierpień 13, 2007 o 10:52 pm

    Chyba ktoś tak się tymi pasztetami zajada, ze nawet na bloga czasu nie ma… :) Smacznego!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s





%d blogerów lubi to: